środa, 30 marca 2011

Medytacja na III Niedziele Wieliego Postu

27.03.2011
140 kilometrów na północ od Błagowieszczeńska leży niewielkie miasteczko - „Swobodnyj". Nie łatwo tam dojechać. Droga jest kręta, długa, często zdradliwa. Szara warstwa popękanego asfaltu wiedzie poprzez lasy i pagórki, Gdzieniegdzie jakieś małe jeziorko, podobne do wielkiej kałuży którą rzucił Bóg w ten dziewiczy, piękny teren by i spragnione zwierzęta miały się czego napić. „O gdybyś znała dar Boży, ... prosiłabyś ... a dałby ci wody żywej" ... parę tygodni temu tam pojechałem. „Gdybyś znała dar Boży..." czym jest ten „Dar" ? ... W „Swobodnym" znajduje się mały domek, chatka mizernego wyglądu. Każdej Niedzieli zbiera się tam garstka ludzi ... „w górę serca" rozlega się wtedy po cichu „wznosimy je do Pana"... przychodzą. Zastanawiałem się dlaczego?Czego szuka garstka ludzi na cichej prostej mszy, bez organów i chórów ... Ludzie są spragnieni. Dzisiaj w III Niedziele Wielkiego Postu wróciłem, na chwile myślami do „Swobonego". Kilkoro osób z całego miasta przychodzi co niedziele na mszę świętą, szukając chwili ciszy. A potem wracają ... do swych domów, do trudu, do pracy, do swoich łez ... jedna z tych osób opowiedziała mi o swoich łzach, o swym trudzie .... i o nadziei. Spokojnym głosem opowiadała jak zmagać się musi każdego dnia , jak nie raz przychodzi zaciskać zęby i głową ścianę przebijać ... „wie ojciec ja tak bardzo chciałam przyjść do kościoła... gdzie można się pomodlić" właśnie dziś wracam myślami do tej pani, w trzecią Niedzielę Wielkiego Postu wracam do jej słów, do jej wiary, do odwagi. „O gdybyś znała dar Boży, ... prosiłabyś ... a dałby ci wody żywej" - słowa które nasz Pan właśnie dziś, w trzecią Niedziele Wielkiego Postu wypowiedział we wszystkich kościołach na całej ziemi: gdzieś tam na przepięknej bogatej watykańskiej liturgii, i tu w maleńkim „Swobodnym" gdzie nawet lichego kościółka nie ma, gdzie msza odbywa się w domku, w skromnie urządzonej izdepce ... Spacerując wsłuchuje się w nie: w te tajemnicze słowa o wodzie żywej: wsłuchiwał się także nasz papież, usłyszała je schorowana staruszka uczestnicząc przez radio w liturgii ołtarza, usłyszano i w Swobodnym ... usłyszała je moja znajoma, której życie nie jest przecież usłane różami. Usłyszałem i ja ... te słowa zostawiają jakąś ciszę w moim sercu ... czyż nie jest to cel owego Wielkiego czasu który został nam znowu dany? Poznać dar Boży. Poznać. I zachwycić się. Czym.? Wezwaniem, naszym powołaniem. By żyć. By tryskało w nas źródło ... źródło wody żywej. Tej wody potrzebuje dzisiaj człowiek. Kiedy wraca do domu po trudnym dniu z kilkoma groszami w kieszeni, kiedy patrzy w telewizor i widzi śmierć, kataklizmy, płacz, przemoc, ból ... tej wody potrzebują ci którzy się boją ...ci którzy nie widzą już sensu, nie dostrzegają piękna, którzy nie czuja już siły, którzy czują się przegrani, niechciani, niekochani, ... łykając kolejne gorzkie łzy potrzebują jej ci ... którzy zapomnieli jak kochać ... jak smakuje prawdziwa piękna miłość ... żebrzą o nią ci których nikt nie kocha ... i ci którzy odchodzą w samotności ... Potrzebują jej ci którzy już nic nie widzą ... bo odeszli ... bo pozostało po nich tylko milczenie ich szarych grobów ... Bracie mój! Słyszysz! Siostro moja kochana! Czas został dany. Wielki czas ... mówimy często – czas postu, modlitwy ... jałmużny ... jakie to trudne ... znowu to samo, znowu ten trud ... a ja wracam myślami myślami do Swobodnego .... i do tych słów: „O gdybyś znała dar Boży, ... prosiłabyś ... a dałby ci wody żywej" to dla mnie czas poznania na nowo Daru Bożego – daru wody, która stać się ma w nas źródłem, z którego napiją się spragnieni ... proszący o szczęście, o sens, o nadzieje, o modlitwę, ... o ciszę .... proszący by ich kochać ... jest wielu takich ludzi ... i im wszystkim dziś mówię odwagi! Poznajcie Dar Boży. Znajdźcie Światło. Znajdźcie Jego Źródło, Moja znajoma ze swobodnego nie utraciła swej siły, nie wypuściła z ręki swego Źródła ... ani bólu ... ona trwa ... I idzie. Życzę wam siły. Życzę wam byście szli mocno, byście biegli! Czasem przyjdzie się potknąć, i walnąć głową w kamień. Nieważne! Trzeba wstać. Już wstałeś? I znowu leżysz? Wstań znowu!! Biegnij! Poznaj Boży Dar, poznaj Jego świeżość, jego smak, aromat, jego ciszę, poznaj Jego nowość. . Poznaj dar darmo dany. To Wielki Czas. To nie jest czas smutku, ale odwagi, czas biegu ... czas Daru – danego by iść przez życie z podniesionym czołem, by iść przez codzienność nie wypuszczając z ręki siły ... i łez ... być może obie są nam potrzebne? To Czas poznania. To czas by na pustyni wybiło źródło, by zeschła ziemia na nowo wydała życie, by nakarmiła głodnych, by napiła płaczących ... byś poczuł swoje piękno, swoja ludzką godność, byś przekazał ją innym ... To Wielki Czas ... Poznaj Dar Boży i wydaj Jego owoc ... P)an przychodzi ... Odwagi ! Idź ... idź ... nie zatrzymuj się ... idź ... po Życie ...

wtorek, 22 lutego 2011

22.02.2011

Kolejna część Pamiętnika gotowa. MIłęj lektury

Byłem, zdaje mi się, w najzimniejszym miejscu na ziemi. I wcale nie mam na myśli temperatury. To był szary pochmurny dzień, słońce czasem tylko wychylało się zza gęstych białych zasłon by przez chwilę bladym wzrokiem popatrzyć na góry Arszan. To było smutne miejsce. Tu zgasło światło. A jednak cieszę się, że tam byłem. Przeszło 2000 km na zachód od Błagowieszczeńska znajduje się Irkuck. Miasto, stolica naszej diecezji, położone u stóp ogromnego jeziora Bajkał. Tam spędzałem swoje tzw. Wakacje, i stamtąd udaliśmy się ze współbraćmi do Arszan – to coś jak nasze Polskie Zakopane – ściśnięte lodem i mrozem niegościnne szczyty majestatycznych gór, z bladego nieba spoglądające ostrym, chłodnym wzrokiem na gładką jak stół równinę u ich stóp. Tam prości ludzie wybudowali swoje małe, karłowate domki, osłonięte i śmiesznymi powyginanymi płotami. Buriacja ... tak nazywa się ta kraina, niscy ludzie o skośnych oczach i okrągłych jakby opuchniętych twarzach, znaleźli tu swój dom. Tu jest ich ojczyzna. Arszan jest cichym miejscem. Brak tam tłumów i parkingów, byłem jedyną osobą która robiła tam zdjęcia, kilka straganów gdzie sprzedaje się mongolską odzież i żywicę ... która podobno leczy zęby. Śnieg, wiatr, cisza, samotna kobieta siedząca na zamarzniętej ławce, czekająca na ... próbowała sprzedać jakieś zioła ... ilu tu może być potencjalnych klientów ? ... czterech na dzień ? ... nie wiem, nie wyglądało na więcej. Małe, bardzo małe co ja mówię malusieńkie domki jakby zlepione z plasteliny, szare, gdzieniegdzie tylko obite jakby blachą, czarne, liche ... i okiennice – zawsze zielone, blado zielone, takie milczące. A pomiędzy tymi wioseczkami, rozrzuconymi jak groch co kilkanaście kilometrów chodzą milcząco stada krów o grubej, pofałdowanej sierści, grzebiąc w śniegu białymi kopytami, żując twardą, od mrozu sztywną trawę. Nikt ich nie pilnuje. Ponoć same na noc wracają do zagród.
I tam wpatrując się w milczące szczyty Buriackich gór, dziękowałem Bogu, że i tu ludzie Go szukają,jakby po omacku. Mijaliśmy buddyjskie świątynie, okrągłe budynki, w których wyznawcy tej religii szukają ciszy, a w niej ... tajemnicy ... mocy ... życia. Tu i ówdzie drzewa przyozdobiono dziesiątkami kolorowych wstążeczek, szarf, sznurków ... takBburiaci modlą się za zmarłych, dla nas Europejczyków to nie zrozumiałe, a oni tak wołają Boga. Jakże mają go nie wołać? To smutna ziemia. Historia świadkiem jej cierpień. Odkąd jestem w Rosji spotykam ludzi, którzy są potomkami dawnych zesłańców, Rosjanie, Jakuci, Ukraińcy, Białorusini, Polacy, Kazachowie, Czeczeni, Żydzi ... miliony ludzi, którym nakazano porzucić swoją ojczyznę znaleźć swój dom ... w tej zmarznięŧej ziemi. Jakże nie mieli wołać Boga. Przymierali głodem, szukali sposobów by wrócić by przeżyć ...dziś są tu ich dzieci, wnukowie,prawnukowie ... i budują ten kraj, i często szukają w nim życia ... światłą, noszą w sercu nadzieję. Spojrzałem w szare niebo. Na moment słońce uśmiechnęło złotymi promieniami ogrzewając zmarznięte skały. Tak, i nad tym niebem króluje nasz Bóg. I stąd woła i patrzy na swe dzieci. W ten dzień dziękowałem Bogu, że tu się znalazłem. W tym najzimniejszym miejscu na ziemi, choć temperatura sięgała zaledwie minus 15 stopni. Tu znalazłem katolicki krzyż, z napisem Polska. Tu zagasło światło. Tu na tej ziemi, wśród Buriatów i buddystów, wśród ludzi na grobach których zamieszczono czerwone gwiazdy, pochowano Polskiego księdza. Tu zgasło światło. Daleko był od domu. Pracował tu, by nieść nadzieję. By ogrzać cierpiących, szukających Boga, albo by po prostu wołać w ich imieniu ... nie wiem ...może sam krzyczał z bólu ... nie wiem .... to smutne miejsce. Ale on tu był. Żył. I tu na jego grobie zamieszczono krzyż. A więc tu narodził się do życia. Tu zgasło jego światło, a narodziło się życie. Czyż nie usłyszałem w tym miejscu, na tym cmentarzu, nad jego grobem ... czyż nie usłyszałem testamentu ?... nie poddawaj się ... „nastawaj w porę nie w porę" na ten grób spojrzał Bóg. Jestem pewny, słuchał naszej modlitwy, naszego różańca. Jakże brzmi „Zdrowaś Maryjo..." w takim miejscu. To słowo nadziei. To pozdrowienie, które zapowiada życie. Zapowiada zwycięstwo. Nie wolno przestawać. Nie wolno się zatrzymać. I tu na tym szarym niebie, zobaczyłem ciepły uśmiech słońca. Itu zobaczyłem, jak ludzie Boga szukają, jak pragną życia, jak wołają o nie w każdym miejscu na ziemi. Czyż do życia nie jesteśmy stworzeni, jak te góry by trwać? Czyż do radości nie jesteśmy powołani jak te słońce, by ciepło dać? Odwagi. Nad jego grobem stanąłem. Kimkolwiek był, sądzę,że był odważny. Sądzę, że nam wierzącym w Pana, potrzeba dziś trochę odwagi. By zobaczyć w lodowatym miejscu naszego życia wschodzące słońce, jego blask ... Miłość Boga ... który kocha ...mimo wszystko ...mimo wszystko ... przez wieczność ... odwagi ... moi bracia i siostry ... odwagi ...

22.02.2011
Błągowieszczeńsk

poniedziałek, 24 stycznia 2011

20 stycznia 2011

Skończył się 1 pierwszy semestr nauki na naszym Uniwersytecie. Moi koledzy Chińczycy wyjechali do Chin, do domu, do bliskich. Będą odpoczywać wśród przyjaciół i bliskich. Cieszę się ich radością. Waldek i Harry (moi współbracia werbiści) również opuścili Błagowieszczeńsk. Wyjechali do Irkucka na spotkanie z przełożonym. Zostałem tu sam. Samotny werbista na krańcu świata. I w zasadzie jedyny Polak. Bo choć są tu Polacy, to jednak nie mówią oni już po Polsku. Zostałem sam. Jak Chrystus na pustyni, wyprowadzony przez Ducha który na Nim spoczął. I ta samotność napełnia mnie radością. Czuję pokój. Głęboki spokój w sercu. Bo i mnie wyprowadził tutaj Duch Boży. Na tę „pustynię". Tak jestem spokojny, sam się dziwię. Ten czas zbiegł się jakoś przedziwnie z liturgią ... w ubiegłą niedzielę obchodziliśmy Święto Chrztu Pańskiego. A dzisiaj? Dzisiaj odkryłem, że jestem na pustyni, wsłuchując się w ciszę, wpatrując się w niebo, dotykając piękna Boga, który zaprowadził mnie na tę pustynię i tu pozwala mi dostrzegać swoją obecność. W tej odwadze, która jestem pewny, nie ode mnie pochodzi, w tych ludziach, którzy ciągle życzą sobie szczęścia w tym nowym roku, w tej nadziei której tak bardzo potrzebują. Tak Bóg jest tutaj obecny. Jest tutaj ze mną. Czuję Go. I jakże bardzo chciałbym móc to opisać, jakże głośno chciałbym to dziś wypowiedzieć ale ... czekaj! ... czekaj ... usłyszałem ... „polecił swym uczniom, żeby łoðka była dla Niego zawsze przygotowana" - słowa dzisiejszej Ewangelii ... czekaj i bądź gotów. Bądź czujny, na każde moje wezwanie. Dlatego tu jestem. By być gotów. By czekać. Ten czas, jest czasem nauki. Przysłuchiwania się Rosjanom, wpatrywania się w Rosję, w to serce dobrego narodu, które Boga czuje, próbuje Go odnaleźć wśród oślepiającego krzykiem świata, próbuje Go odzyskać po latach niewoli, po latach w których kazano zapomnieć o nadziei ... Chcemy byś tu był. By zawsze o 18:00ktoś zapalił świecę w Kościele, by ludzie zawsze mogli przyjść, by mogli ogrzać swe serca przy jej blasku, przy blasku słowa Bożego. Nawet jeżeli nikt nie przychodzi – niech ta świeca płonie. I tak co wieczór zapalam te świecę – Pan z wami ... z Duchem twoim ... w górę serca ... jestem wierny ... jestem gotów Panie. Gotów by by czekać, gotów by się uczyć, gotów by oczekiwać kiedy powiesz, że już czas. Gotów by przyjąć każdego, kto przyjdzie, gotów by być sam, w tej ciszy, w tej ciemności wieczoru, w blasku świecy, w blasku Twojego Słowa ... które staje się Ciałem na tym ołtarzu, co wieczór ... gotów Panie. Łódź będzie gotowa. Gotów jak Chrystus na pustyni, wyprowadziłeś mnie tu. Wiec się uczę. Nie tylko języka. Ale uczę się Ciebie. Jakby na nowo, jakby od początku. Teraz jesteśmy szczególnie blisko. I to jest piękne. Bo i mnie namaściłeś swoim Duchem, w dniu mych narodzin na dla nieba ... 29 lat temu ... bo i mnie posłałeś ... w dniu bierzmowania ... bo mnie dotknąłeś i wybrałeś ... w dniu moich święceń ... i wyprowadziłeś na pustynię – to czas przygotowania – to czas łaski. I ta moja pustynia to moment spotkania z samym sobą. Moment weryfikacji planów, marzeń, błędów - czas podsumowań. Okazujesz się zwycięzcą. Skoro tu jestem. Okazałeś się przewodnikiem. Ja się nie pomyliłem ufając ci. I choć nie zawsze jest łatwo, i choć są chwilę, że trzeba zaciskać zęby i po prostu iść dalej mimo wszystko. Nie pomyliłem się ufając Ci. To czas nauki. Nie tylko języka się tu uczę. To czas dialogu. Uczę się tu od nowa rozmawiać z Tobą. Klękać co wieczór przy łóżku, w ciszy. Z otwartym sercem. By być gotów na twoje wezwanie. A ludzie? Ci których spotkałem wiele lat temu, ci których spotykam, ci którzy mnie otaczają? Ludzie przecież mają prawo szukać ciebie, mają prawo czasem Cię nie widzieć, nie dostrzegać. Oślepieni światem, oślepieni bólem, brakiem nadziei, krzykiem, samotnością, bogactwem i biedą, rozkoszą i cierpieniem, pragnieniem i gonitwą, krzykiem i wołaniem ... to wszystko przecież odbiera im Życie ... czyż nie dla nich jestem? Czyż nie dla nich mnie namaściłeś? Bym w tej ciszy stawał przed Tobą dla nich? Bym w samotności szeptał do Ciebie słowa modlitwy w ich imieniu? Bym w ich umieniu Ciebie uwielbiał. Nie na darmo wznoszę moje ręce do Ciebie każdego dnia. W górę serca ... nie na darmo moje serce wzywa Ciebie .... sprowadzam Cię na ziemię – tak jak sam chciałeś. Sprowadzam cię do tego ludu – tak jak kazałeś. Pójdź za mną. Czego jeszcze chcesz? Przemawiaj. Sługa twój słucha. Łódka jest gotowa. Tu na krańcu świata. Czekam. Po prostu czekam. Tak jak chciałeś. Czy potrwa to rok? Czy dwa czy może 10 ? Nieważne. Nie jest nam dane znać przyszłość. Nam dane jest pełnić Jego wolę drogi mój bracie, droga siostro która czytasz te słowa. Nam dane jest zapalić w sercu te świecę. Blask nadziei. Zapalić Jego słowem, zapalić Jego obietnicą, zapalić wśród ciemności, zapalić dla świata, dla ludzi, dla siebie. Zapalić by Żyć!!! Nam dane jest ŻYĆ. Nam dane będzie Żyć Wiecznie! Bez łez. Bez bólu. Bez samotności. W Jego obecności. Nie gubmy drogi mój bracie, nie gubmy kochana siostro tej nadziei. Ustrzeż tego ognia na twojej pustyni. W górę serca ...
O. Krzysztof Grzybek SVD
Błagowieszczeńsk

poniedziałek, 20 grudnia 2010

cd. pamiętnik

2010.12.10

Czasem bywają trudne, bolesne chwile. Człowiek już taki jest, że dłużej je pamięta. Tak, dzisiaj dostałem „po głowie" jak to się mówi. Źle, źle, błąd, nie dobrze przeczytałeś, akcent nie taki jak być powinien, nie wyraźnie, nie zrozumiale, nikt cię nie zrozumie ... nauka języka jest trudna, to walka ze samym sobą. Walka, jakby ze swoim życiem. Bo trzeba „zapomnieć" mówić, myśleć, wyrażać się tak jak do tej pory. Walczysz ze swoim dzieciństwem, młodością, ze wszystkim czego się nauczyłeś. To w końcu język obcy. A musi stać się przecież „swój". Teraz jeszcze lepiej słyszę słowa Pana – kto się zaprze samego siebie ... wyrwać z głowy jakby kawałek siebie ... nie da się tak od razu. Trzeba czasu, pracy, trudu. Potrzeba cierpliwości. Dużo cierpliwości. Potrzebne mi te porażki. To ogień. W ogniu hartuje się złoto, powiada Pismo Święte, w trudzie i bólu, miłość dojrzewa. W mrozie rodzi się pragnienie ciepła. Kim bym był gdybym tylko w słońcu uśmiechał się do Nieba ... kim bym był gdybym w dni deszczowe zakrył przed Bogiem swoją twarz. Miłość, to wierność. Ślubowałem ... na dobre i na złe. Dlatego idę dalej. Patrzę w przyszłość. Z nadzieją, z radością. O tak, wielka jest moja radość. Bo wstałem i idę znowu. Ani myślę się poddać. Ślubowałem. I Pan stanął przy Mnie jako potężny mocarz. „Jam jest Pan, twój Bóg ... kierujący tobą na drodze, która idziesz" W języku Rosyjskim brzmi to trochę inaczej: „prowadzę cię drogą właściwą, drogą którą powinieneś iść" tak właśnie dzisiaj zrozumiałem te słowa, czytane na Mszy Świętej – czytane po Rosyjsku. W dniu w którym zabolało, sam Pan przyszedł z pomocą. Idę drogą, którą powinienem iść. Pan mnie prowadzi. Coraz więcej rozumiem. Mimo bólu i trudu, coraz więcej potrafię. Ja Cię zrozumiałam. Zrozumiałam wszystko. Tak powiedzieli mi dziś parafianie. Już nie długo ... cierpliwości, już niedługo.

 

2010.12.19.

Bądźmy razem.

Za oknami mróz -33 stopnie poniżej zera. To czas ucieczki. Ludzie szybko poruszają się po chodnikach, stoją skuleni na przystankach wypatrując upragnionego autobusu, z radością wbiegają do sklepów, by chociaż na chwilę się ogrzać. Szyby zamarznięte na kość, pod nogami trzeszczy śnieg. Betlejemska gwiazda już płonie, już prowadzi wędrowców w to najdziwniejsze miejsce na ziemi, gdzie spełnił i spełnia się cud. To znak. Obietnica się spełnia. Nadzieja, otrzyma nagrodę. Trud wiary wyda swój owoc. Ty zapewne widzisz dziś to co ja: sklepy pełne słodyczy, iskrzące się światłami i ozdobami choinkowymi, miasta błyszczą, cichą kolędą witając Betlejemską noc i jej przedziwnego Gościa ... Nadzieja otrzymuje nagrodę. Tutaj, w Rosyjskim Błągowieszczeńsku nikt nie śpiewa kolęd. Choinka, jest tutaj symbolem nowego roku. Nikt nie buduje stajenki. Ludzie jednak pragną szczęścia. Życzą go sobie nawzajem, nie wiedząc nawet, jak blisko ono jest. Wpatrują się w piękno choinkowych gałązek, karmiąc stęsknione ciepła serca jej zapachem. Tutaj Chrystus rodzi się jak w Betlejem ... po cichu. Ludzie nawet o tym nie wiedzą. Tylko garstka gromadzi się wokół ołtarza, jak pastuszkowie zdziwieni... dlaczego Bóg w taki sposób przychodzi? Może dlatego, że tylko cisza i tęsknota mogą otworzyć mu drzwi...? może dlatego, że tylko wiara i nadzieja mogą go złapać ?... nie wolno nam zapominać: Nie było dla nich miejsca w gospodzie. Nie wolno zapominać, że to nie porażka. To słowa Ewangelii -Dobrej Nowiny. To dobra wiadomość. Czyli to co jest porażką może w rękach Pana być zwycięstwem, drzwiami przez które On wejdzie, bo w momencie porażki rodzi się tęsknota, która otwiera drzwi, która owocuje wiarą ... miej odwagę, mój przyjacielu. Oto jedną cię proszę w tę Betlejemską noc – miej odwagę. Odwagę świętych, odwagę spragnionych, odwagę wiary która płonie światłem Betlejemskiej gwiazdy. Pamiętaj! Właśnie to światło przyprowadziło wędrowców do stajenki. Właśnie to światło, zrodzone w ciemności, zrodzone w miejscu gdzie nie było miejsca dla Boga przyprowadziło trwających w mroku do źródła życia ... Miej proszę cię światło w sobie. By inni odnaleźli to miejsce, by i inni ogrzali się przy Jego źródle, miej proszę cię nadzieję, by dać ją tym, którzy tęsknią ... którzy marzną z braku miłości.

W tę Betlejemską noc, życzę wam wszystkim, moi bracia i siostry właśnie tego światła, by nie zagasło. By grzało was i waszych bliskich przez cały nadchodzący rok, by stało się źródłem siły i mocy dla tych, których spotkacie, których kochacie, którzy być może są dla was ciężarem. Niech ono płonie, niech was zaprowadzi na Górę Świętą, do Przybytku Pana, tam gdzie nie ma już zimy i bólu łez ... tam gdzie jest nasz Dom. Wspólny ciepły Dom naszego Ojca.

I bądźmy razem.

piątek, 3 grudnia 2010

2010.12.01

2010.12.01
Zapada wieczór. Zima już. Za oknem -20 albo więcej. Tak już jest od paru dni. Kiedy pierwszy raz uderzyło ponad -24 jechałem zamarzniętym na kość autobusem. Nie sam. Z Elwirą. To moja nowa znajoma. Rosjanka, foniatra i laryngolog. Ona chce uczyć się Polskiego, chce studiować medycynę w Polsce. Prosiła o pomoc w języku. Zadziwiające. Widzę w tym zdarzeniu wyraźny Boży palec... parę miesięcy temu, byłem jeszcze na parafii w Rybniku, przeziębiłem się wtedy paskudnie i nagle pojawił się lekarz – dziewczyna ze wspólnoty do której zostałem posłany by posługiwać przez jakiś czas. To ona mi wtedy pomogła. Parę miesięcy później wylądowałem na tej zmarzniętej ziemi... a jeśli tu się czegoś takiego się nabawię to co ? ... ubezpieczenie wprawdzie mam, ale tłuc się po lekarzach, przychodniach w obcym mieście, nie znając języka ... i masz ... człowiek nie musi sam szukać. Jak wielki jest Bóg. Elwira jest prawosławna. Jej mama, bardzo dobra i ciepła osoba, to protestantka, wyznania Anglikańskiego. Z taką swobodą rozmawiamy o Bogu, wierze, o świecie, Ona czuje Boga w sercu. Jestem słaba ... nie zawsze, żyję tak jak wierzę ... choć chciałabym ... a ty? ... powiedziała że chciałaby spotkać człowieka który idzie z Bogiem ręka w rękę, który rozmawia z Nim każdego dnia. Jak Pan nas wszystkich ciekawie prowadzi. Szkoda, że nie wszyscy to czują. Rozmawialiśmy o Rosji... i Polsce ... zadziwiające jak wiele łączy te dwa narody, jak wiele wspólnych uczuć, cierpienia, nadziei... Ona tez jest lekarzem. Mieszka ze swoim mężem w Jakutii – to tzw. Syberia z prawdziwego zdążenia z jaką kojarzy się Syberia nam Polakom. Temperatury zima dochodzą nawet do -60 ... do tego silny wiatr ... i las ... jak tam żyć? - spytałem ... uśmiechnęła się tylko ... byli u nas misjonarze. Prawosławni. Przyjechali z całymi rodzinami. Ojciec Matka i 7 dzieci. W ciągu kilku lat pojawiło się jeszcze troje maluchów. Dojeżdżali do „parafii" 45 kilometrów, z całą rodziną. Jak tam żyć? Ludzie im pomogli. Widzieli ich serce, ich zapał, to że przyjechali w te niegościnne tereny by dać siebie. Więc ktoś dał im chleb, ktoś sweter, ktos podwiózł do domu... ludzie tam żyją, wiec jakoś się da... zadziwiające, ze właśnie tak myślałem o Błągowieszczeńsku kiedy przygotowywałem się do wyjazdu. Patrzę na Niebo czasem. Tu niemal zawsze święci Słońce. Taki tu klimat. Czy to przypadek? Błągowieszczeńsk – Błągowieśćienie oznacza Zwiastowanie ... to miasto nosi Imię tajemnicy przyjścia Chrystusa na świat, Chrystusa – Wschodzącego Słońca jak podaje Ewangelia św. Łukasza ... usta Zacharaiasza, kapłana który oczekiwał mesjasza wypowiedziały te słowa ... wschodzące słońce ... Adwent ... przecież i my oczekujemy ... warto patrzyć w Niebo, warto patrzeć Bogu na ręce, czytać Jego słowa w naszym życiu, czytać życie przez Jego pryzmat ... łatwiej się wtedy zmagać, człowiek widzi sens wielu rzeczy, małych, drobnych, czasem z pozoru głupich i bez znaczenia ... wtedy widzisz słonce ... nadzieję ... masz Moc ... tak ... patrzę Bogu na ręce ... chce iść z Nim ... ręka w Rękę ...

niedziela, 14 listopada 2010

kawałek pamiętnika

Niech cie Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni swe oblicze nad Tobą i niech Cię obdarzy swoja laską.

2010.11.13.
Dzisiaj nikt nie przyszedł. Byliśmy sami. Samotni werbiści pochyleni nad Ciałem Pana. Tak tutaj bywa. Czasem na Eucharystie przyjdzie jedna osoba, czasem dwie, czasem  5, nie więcej. Dzisiaj byliśmy sami. Odprawiając jakby „do ścian". Ale nie byliśmy sami. Słuchałem Ewangelii. „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi gdy przyjdzie?" Myślę, że po to właśnie tu jesteśmy. By zapalić każdego wieczoru te świece. By wznieść serca w górę ... by się zasłuchać ... Ojcze nasz ... na tej dalekiej ziemi ... Niech się święci Imię Twoje ... na tej zmrożonej ziemi ... Niech przyjdzie Twoje Królestwo ... tutaj. Bo nie wiem kiedy Chrystus przyjdzie, nie wiemy kiedy nadejdzie, przejdzie się po Niebie szukając tych którzy Go czekają ... ujrzy każdą świece, każdy ołtarz każde serce ... w górę serca ... my tu każdego wieczoru wznosimy je do Pana ... by kiedy przyjdzie, nie ominął tej ziemi, tej przepięknej ziemi, tych ludzi, dobrych ludzi, to dla nich tu jesteśmy, by ktoś w ich Imieniu zapalił świece, by ktoś w ich imieniu czekał. Dlatego zielony kolor naszych szat, ...to kolor nadziei, ... tęsknoty ... to kolor życia ... Niech przyjdzie Twoje królestwo ... na tej ziemi. Do tych ludzi. Dobrych ludzi. Widziałem kawałek tego dobra. Starsza babcia nie zdążyła wejść do Trolejbusu, drzwi się zamknęły, maszyna ruszyła ... pół trolejbusu interweniowało: poczekaj! Stać ! Babcia !Młodzi starszym ustępują miejsca, nocny stróż naszego domu pozdrawia mnie serdecznie za każdym razem. Dziś podarowałem tej pani czekoladę. Zdziwiła się. To dobrze. Niech przyjdzie Twoje Królestwo, choć w taki nieudaczny sposób.  Tego wieczoru jestem sam. To dobrze. Mam czas pomyśleć. Mam czas pisać. Wczoraj był u mnie Wicia (Wiktor), mój kolega „ze szkolnej ławki" Chińczyk rzecz jasna. To koleżeństwo za jeden „Juan". Znalazłem Chiński banknot u siebie w szufladzie, i dałem mu. Wcześniej on pomógł mi, zaprosił do ławki, i tak nawiązała się relacja. To jego odprowadzałem do akademika. Był u mnie oglądał zdjęcia, powiedziałem  że jestem księdzem. On do końca nie rozumie co to jest ksiądz. Nie ważne. Zaprosiłem go do cerkwi. On jeszcze nie był w środku, ale bardzo chciałby zobaczyć. Już zimno na dworze. Mróz coraz mocniej daje osobie znać. Wieczór zapada.  Śpię coraz lepiej.   Zadanie domowe skończone. Wczoraj nadali „Blade'a Łowce wampirów." Ale to głupi film. Ale w taki sposób tez uczę się języka. Wczoraj też oglądaliśmy z Waldkiem „Porucznika Borewicza" po polsku !!! On ma nagrane 21 odcinków. Zdaje się, że wspólnie będziemy oglądać wszystkie. Lubie wieczory. I te samotne i te przy telewizorze. Kończę. Jutro Niedziela. Jak to Rosjanie nazywają: Zmartwychwstanie :). Niech Przyjdzie Twoje Królestwo.

środa, 10 listopada 2010

2010.11.09
To był ciekawy dzień. Pojechałem na Uniwerek uczyć Rosyjskiego. Po raz pierwszy w szkole. Pan m poczucie humoru. Można jechać jednym autobusem do szkółki i z powrotem: numer autobusa 21:)))), dla niewtajemniczonych powiem, że Białymstoku tym właśnie numerem dojeżdżałem do pracy i do domu, można też jechać Marszrutką, to taki żółty busik, jeździ szybciej ale drożej i płaci się przy wyjściu a nie tak jak w Polsce przy wejściu :). W autobusie konduktor sam podchodzi i wręcza bilet a ty jemu dzingi (kasiorka). Marszutka ma numer ... 11 :)))) ... dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że tym numerem w Białymstoku dojeżdżał ja do Kleosina ... czy to tylko zbieg okoliczności ? :) ... potem było śmiesznie. Przyszedł ja do klasy nr 305, czekam na swoją klasę kitajkską, 10m 15, 20 minut i zaczynają wchodzić, ale żadnego Chińczyka, wyglądają na Europejczyków i zbyt dobrze gadają jak na studentów Rosyjskiego. Wchodzi nauczyciel, nie zwraca na mnie uwagi, zaczyna zajęcia, ja pytam czy to klasa jeżyka Ros. A on na to Niet! To ja zdębiał. Na mojej rozpisce tu właśnie powienien być rosyjski. Ale Pan był miły, bardzo. On mi powiedział gdzie mam iść. To ja idę. Patrzę a tam jakiś sekretariat. Wchodzę, 5 kobiet, wyjaśniam o co chodzi: gdzie moja klasa, gdzie moje Kitajce, i nauczycielka ??? ... one ;patrza w plan – pokój 305, ja na to :Niet! Tam ich nie ma :). One szukajs głowią, się dzwonią, potem biegają, patrzą na mnie z litością „płachoj nowyj studient” ale były miłe, chętnie pomagały. I wreszcie jedna przychodzi z moją nauczycielką, ona bierze mnie za rękę i prowadzi, nieśmiało tłumacząc: tymiał czekac pod pokojem 305 do dzwonka, a wtedy ja przychodzę i zabieram studientow do innego pokoju. Ahaaaaaaaaa ... paniatno – rozumiem. Wchodzimy do klasy. Kilkunastu Chińczyków patrzy na mnie jak na 8 cud świata – dopiero przed chwilą uwiadomiłem sobie, że ja dla nich egzotyka. I zaczęła się nauka: oni o wiele lepiej umieją ode mnie, i gadać i pisać, ale ich wymowa nie taka jak być powinna, ciężko zrozumieć co gadają, Natomiast zauważyłem, ze sporo kapuje po Rosyjsku, jak nauczycielka mówi choć niewiele jeszcze od siebie dodam i ujmę w konwersacji, raczej więcej dodam niż ujmę :). Z Chińczykami się polubiliśmy. Oni chętnie pomogli mi się zorientować gdzie następne zajęcia, zaprowadzili, pokazali, wszyscy uśmiechnięci, naprawdę życzliwi. Im bardzo się spodobało, kiedy na następnych zajęciach, wyszedłem na środek (reszta gadała z łąwki) i opowiedziałem o mojej rodzinie, a kiedy się ukłoniłem jak w teatrze bili brawo. Ich bardzo interesuje moja osoba i Polska. Jeden z nich po zajęciach poprosił o mój numer telefonu i dał swój, wracaliśmy też razem, odprowadził ja Jego do akademika. Wspominałem już, że mam rosyjską komórkę ? :) Nie? Już mam. Dlatego nie wysyłać sms, bo i tak nie dojdą. Waldek kupił. Aha, tamta druga nauczycielka, ta bya dopiero sumpatyczna  Tymczasem borem lasem. Niech Niepokalana czuwa nad Tobą.

wtorek, 9 listopada 2010

Niech Cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni swe oblicze nad Tobą i niech cię obdarzy swoją łaską,

2010.11.08 Wczoraj (niedziela) zwiedzałem trochę okolice. Miasto jest duże około 300 tysięcy jak twierdzi Waldek, Szerokie przestronne ulice, Japońskie samochody – kierownica z prawej strony :) niemal wszsystkie, ale to dobre samochody, sporo tez starych Ład, te mają po lewej stronie kierownice. Niektóre przejścia dla pieszych nie są namalowane na jezdni, tylko przerwa w krawężniku p obu stronach i tak widać że to przejście dla pieszych :). Wszedłem do cerkwi, jest u nas w sąsiedztwie. Piękna, przepiękna. Akurat był ślub, parze młodej trzymano korony nad głowami, piękny śpiew chóru, wszędzie mnóstwo świeczek,ludzi modlących się, szukających Boga. Tam On jest z pewnością. Potem się trochę pogubiłem, łażąc mniejszymi i większymi ulicami i uliczkami w okolicy. Wczoraj tez uczestniczyłem we mszy parafialnej której przewodniczył Harry, ja śledziłem tekst i to i owo z kazania zrozumiałem. Dzisiaj pojechaliśmy z Waldkiem na Uniwersytet Amurski, tam będę się uczył, jutro zaczynam zajęcia, zaliczono mnie do grupy 3 to grupa Chińczyków. Bardzo miło mnie tam przyjęto. Tam dowiedziałem się, że mają tu najcieplejszą od lat jesień, że jeszcze nigdy taka ciepła nie była. Zobaczymy jak będzie dalej. Czekam owego słynnego -50. Inne osoby też były miłe na Uniwerku. Jedna pani powiedziała nawet: „Do widzenia” po Polsku.
Tymczasem Borem lasem. Niech was Prowadzi Niepokalana

poniedziałek, 8 listopada 2010

Pierwsze kroki

Niech Cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni swe oblicze nad Tobą i niech cię obdarzy swoją łaską,

A teraz kilka słów więcej. Podróż byłą piękna. Doleciałem dom Moskwy, duże mistao. Na lotnisku celnicy mi pomogli wypełnić kartę migracyjną, i tam tez rozwaliła się torba od lap topa (pasek urwał się) i resztę podróży musiałem nosić ręcznie. Zjawił się też Darek Pielak, akurat kiedy zacząłem modlić się: przyslij Panie Twego sługę – on staje w drzwiach lotniska. Podróż przez Moskwę nocą trwałą godzinę Balszoj Gorad:) , nasz dom tam centrum remontów – spałem w kanciapie otoczony książkami, 2m na 2m ale było pieknie i ciepło Wspólnota tam wspaniała, przyjęli mnie bardzo serdecznie, jechałem z nimina zakupy apotem na lotnisko Wnukowo – małe ale dobre. Podroz do Błagowieszczeńska sam nie wiem ile trwała, może 8 godz,, ciemno za oknami, nic nie widać, dawali dużojedzenia i picia, spać nie mogłem, było fajnie, az tu nagle, zuipełnie ngle jasna się zaczęło robić. Z minuty na minutę coraz pieknijszy widok, najpierw rozowe niebom złote promieni gdzieś wyłaniające się z ciemności, potem morze białęgo, skłębinego dymu – oceam chmur jak okiem sięgnąć, szcelnie śćciśniet, gęste, grube, przepiękne. Coraz jasniej, coraz bielej, coraz niżej .... zaczynamy ichdotykać wreszcie samolot wleciał w chmury i zaczęło trząść, to było piękne. I nagle chmury się rozstąpiły i ujrzałem – ogromnyteren, sucha brązowa rółnina pode mną, wszędziepełna zamarznietj wody, dzikiej, rozlanej jak chiałe natury, nie uregolowane żeki i jeziora, pomiędzy nimi drogi wyglądające jak polne małe kaniony, i drzewa, mnóstwo gołych białych drzew – od czasu do czasu jakiś samochód, dom, światełko. Przepiekny widok, surowe piękno. Lotnisko. Małe, szare, ale ma swój urok. Podoba mi się tu. Naprawdę. Tam spotĸąlęm Waldka Kalinowskiego, werbistę, mojego współbrata, bardzo serdecznie mnie przyjął i już się polubiliśmy. W blaszanym baraku wydano mibagaż i pojechaliśmy do domu. Mieszkania mamy na 5 cpietrze, numer 17, a za płotem Chiny – cudowne, jakie Pan Bógma poczucie humoru :). Mieszkanie duże, ciepłe, ładne, bardzo bardzopodobne donaszychPoslkich mieszkań, niemal bez różnicy. Mam swój pokój. Jest też Harry, indyjczyk, werbista, razem nas trzech. On dobry bardzo dobry człowiek. Juz nawiązliśmy kontakt, gadamy poRosyjsku, trochę kumam i całkiem nimowa nie jestem. Byłem dziś także na Rsoyjskiejmszy w naszej parafii, śledziłem tekst, jak on przewodniczył Eucharystii i uczyłem się. Jest tu kilkudzisięcio sobowa młodych parafian – dzisiaj było 3. To mili ludzie. Jutro niedzilela. Kończę. Wieczór spędzimy we wspolnocie 3 misjonarzy z dala od domu, a przecież w Domu. I to jest piękne. Chwała Bogu. Pozdrawiam.

Niech cie prowadzi Niepokalana